FS INNOVATION DAYS Drukuj

Tradycyjnie przed wprowadzeniem na rynek nowych produktów FLYSURFER organizuje dla swoich importerów INNOVATION DAYS.

Tym razem zostaliśmy zaproszeni na Sardynie.

Meeting odbywał się od 10 października i trwał tydzień Naszą trzy osobową wyprawę (Kusy, Dominik, Airman) zaczęliśmy od zakupienia biletów lotniczych. Ponieważ z Polski nie ma bezpośredniego połączenia na wyspę, mieliśmy do wyboru kilka rozwiązań lotu łączonego. Wybraliśmy opcje Katowice – Mediolan – Cagliari (lotnisko na Sardynii) wykorzystując dwie „tanie linie” WizzAir oraz Ryanair Jeżeli rezerwuje się bilety odpowiednio wcześniej możemy osiągnąć bardzo dobry wynik i mocno zminimalizować koszty, jednak trzeba pamiętać że w „tanich” liniach dużo dopłacamy za dodatkowe usługi typu: nadbagaż, bagaż sportowy itp.

Podstawowy bilet do Mediolanu możemy kupić już od 20-30 zł !!! Na lotnisku w Cagliari pojawiliśmy się w niedzielę późnimy popołudniem, skąd ekipa FS’a przetransportowała nas do małej miejscowości Chia, znajdującej się na południowym krańcu wyspy. Sardynia jest drugą pod względem wielkości wyspą na morzu śródziemnym. Dominuje tam skaliste wybrzeże z pięknymi odludnymi, piaszczystymi plażami. Wyspa ma typowy klimat podzwrotnikowy śródziemnomorski: zimą łagodny i deszczowy, latem gorący i suchy. Dominującym wiatrem jest północno-zachodni „Mistral” wiejący głównie zimą i wiosną. Może on wiać dosyć mocno, ale zwykle jest suchy i łagodny.

W Chia kameralny hotelik z wszystkimi wygodami oraz pyszne włoskie jedzenie umilało nam 5 dniowy pobyt na wyspie.

Październik to końcówka sezonu letniego na Sardynii, byliśmy jednak mile zaskoczeni pogodą, która panowała podczas naszej wyprawy.

Temperatura powietrza oscylowała od 20 do 25 0 C i tylko jednego przedpołudnia padał mocny deszcz.

Od samego początku byliśmy bardzo ciekawi nowych produktów Flysurfera. Pierwszy dzień meetingu zaczął się dla nas bardzo wcześnie, bo już ok. 7 rano poszliśmy zobaczyć nasz spot. Od hotelu do plaży prowadził drewniany pomost długości ok. 400 metrów. Kiedy dotarliśmy na miejsce odsłonił nam się niesamowity widok na piaszczystą plażę otoczoną z dwóch stron masywnymi skałami tworzącymi zatokę. Fale tego dnia były imponujące i większość z nas od samego rana z powodu braku wiatru zaczęła szukać desek surfingowych. Pół dnia spędziliśmy w wodzie ujeżdżając fale na czym tylko się dało, aż w końcu doczekaliśmy się upragnionych 8-10 węzłów.

Idealne warunki do testowania nowego największego Flysurfera SPEED3 21 DELUXE.

Latawiec okazał się hitem. Dedykowany głównie cięższym riderom w naszych rękach (75kg) stał się prawdziwą maszyna do szybowania.

Flysurfer po raz kolejny zaskoczył nas swoją determinacją w przełamywaniu barier. Zakres wiatrowy jaki ma nowy Speed jest olbrzymi. Dodatkowo całkowicie wyeliminowanie backstallu jeszcze bardziej zwiększyło dolny zakres latawca.

SPEED3 21, to niepodważalny zwycięzca w warunkach słabego wiatru, maszyna do szybowania oraz doskonała zabawka w rękach wakeowców, ponieważ jego stabilność siły pociągowej przypomina w znacznym stopniu jazdę na tzw. kablu.

Na następny dzień meetingu zaplanowane były wykłady oraz dyskusje na temat nowych produktów, jednakże z uwagi na dobrą prognozę zostały one przesunięte na kolejne dni. Tego dnia premierę miał zupełnie nowy model Flysurfera do snowkitingu, snowboardingu, landkitingu VIRON.

Zamkniętokomorowa konstrukcja z jednym wlotem powietrza, kształtem delty, innowacyjnym olinowaniem oraz auto-relaunchem od samego początku wzbudzała duże zainteresowanie wśród importerów. Dzień przywitał nas naprawdę ulewnym deszczem i wiatrem dochodzącym do 30 węzłów – idealne warunki do testowania VIRONA.

Okazał się on najbardziej przyjaznym latawiec do nauki !!!!!!!!

Viron i jego „100% depower”, dzięki któremu po puszczeniu baru latawiec traci niemal całkowicie ciąg i opada powoli na dół krawędzi okna wiatrowego, a tam zostaje czekając na nasz następny ruch, to prawdziwy przełom w technologii latawców komorowych.

Relaunch !!!! – VIRON sam wstaje z wody, czy z ziemi. Ten element testu był szczególnie zabawny, ponieważ riderzy z całego świata próbowali przechytrzyć technologie próbując wszystkich sposobów, aby VIRONa nie udało się wystartować. Bezskutecznie – latawiec nie wertuje się nie kołtuni – startuje sam niemal z każdej pozycji, tylko przy bardzo słabym wietrze trzeba użyć tradycyjnych sposobów typu pociągniecie za jedną lub dwie linki sterujące, aby go podnieść W Vironie zastosowano innowacyjny system olinowania oraz bezpieczeństwa – latawiec nie posiada „mixera”, linki podpięte są tylko do krawędzi natarcia i spływu, natomiast 5 linka (bezpieczeństwa) po użyciu zrywki ściąga do środka całą krawędź natarcia, dzięki temu latawiec traci moc i opada na ziemie.

VIRON będzie produkowany w trzech rozmiarach 2.5, 4 oraz 6m2

Następne dni spędziliśmy równie przyjemnie biorąc udział w wykładach, prezentacjach na których dowiadywaliśmy się o nowościach i zamierzeniach firmy.

W najbliższej przyszłości Flysurfer ma wdrożyć nowy bar – INFINITY 2.0. Charakteryzował się będzie zwiększonym chwytem oraz całkowicie nowym systemem przełożenia linek. Wyposażony będzie w zupełnie nowy chickenloop oraz stoperball.

W lutym ma się ukazać następca Pulsa2 pod nazwą UNITY. Oprócz zwiększenia osiągów, konstruktorzy postanowili wyposażyć również ten model w system auto-relaunch.

W marcu na rynek mają wejść nowe deski FLYBOARDS. Trochę wcześniej ukażę się jako nowość - dwukierunkowy raceboard, który swoimi osiągami dorówna klasycznym deską kierunkowym, w których dużym minusem i trudnością stanowią zwroty.

Na meetingu testowany był również nowy materiał, z którego wykonany był jeden prototyp Speed3 21. Materiał posiadał niesamowitą właściwość mianowicie nie „kleił” się do niego piasek. Latawiec mógł być mokry, a i tak po kontakcie z suchym piaskiem nie pozostawało na nim żadne ziarenko.

Ostatniego dnia ekipa Flysurfera wynajęła kilka busów i zabrała nas na nowy spot oddalony 40 km na północny-zachód od Chia. Miejsce to, w odróżnieniu od poprzedniego, charakteryzowało się płaską wodą a wiatr tego dnia wiał z prędkością 15-25 węzłów.

W pełnym słońcu zaliczyliśmy przed naszym wyjazdem bardzo udaną, 4 godzinną sesje. Ten dzień był przysłowiową wisienką na torcie. Wieczorem na pożegnalnej kolacji, wszystkie twarze były szeroko uśmiechnięte.